Dzisiaj napiszę trochę więcej o
warunkach fotografowania z jakimi ostatnio spotkałem się (tak jakoś się
napisało). Mam nadzieję, że dzięki temu chociaż trochę zobaczycie jak to
wygląda „z drugiej strony aparatu”.
Odbyło się ostatnie zbiorowe
polowanie w sezonie 2013/2014, na którym miałem przyjemność podszlifować
fotografowanie… ludzi. Tych jednak zdjęć z wiadomych powodów publikować nie
będę (chociaż niektóre są nawet niezłe), poza pamiątkowym zdjęciem na
zakończenie. Dziękuję bardzo serdecznie za wiele okazji na ciekawe zdjęcia, jak
i możliwość poznania nowych i bardzo ciekawych terenów.
Polowania, o ile pogoda i teren
dopiszą są świetnym miejscem do robienia zdjęć zwierząt w ruchu. Co więcej,
jest to jeden z niewielu sposobów na zobaczenie dzika albo jelenia w
dzień.
Minusów za to jest dużo więcej.
Las jest dla aparatu zawsze ciemny, często trzeba przedzierać się przez
młodniki, maliny, błota itd., co dla aparatu może okazać się zabójcze. Każdy
patyk potrafi zmylić autofocus aparatu, zdarzają się też sytuacje, w których
np. sarna biegnie tak blisko, że obiektyw nie łapie z tak bliska ostrości
(1,5m).
Zwierzęta są zawsze szybkie i niewidoczne do ostatniej chwili, a
momenty, w których nadarza się okazja do zdjęcia to ułamki sekund… Dlatego nie
udało mi się zrobić ani jednego naprawdę dobrego zdjęcia, ale przynajmniej już
wiem „z czym to się je” – następny sezon powinien być ciekawy.
Ale wróćmy do domu i mojego nieszczęsnego karmnika. Co do zasady karmniki starałem
robić się tak, aby na zdjęciach nie było ich widać. Podoba mi się wykonanie
korytka z kłody. Jak będą odpowiednie kłody to trzeba narobić więcej. Ta dziwna
budka dla ptaków w tle (poprawnie „skrzynka lęgowa”) wcale budką nie jest – to najprawdziwszy
paśnik dla wiewiórek. Aby zmienić tło (nieotynkowane pustaki) na bardziej
naturalne wykorzystałem czubki świerków. Najbardziej zadowolone z nowego lokum są oczywiście kury.
Buda została wykonana po
najmniejszej linii oporu. Worek typu „Big Bag” na czterech metalowych słupkach
z wyciętym wejściem, otworem na obiektyw i wizjerem do obserwacji. Mogłem
zrobić prawdziwą zamaskowaną czatownię, ale w końcu wszystko dzieje się w
ogródku, więc ptaki są przyzwyczajone do ludzkich wynalazków.
Ponieważ zimy jako takiej nie ma,
do karmników przylatuje bardzo mało gatunków ptaków, za to w dużych ilościach.
Trochę to deprymujące, ale daje to okazje do eksperymentowania.

Zdjęcia statyczne są popularne i
oklepane. Zdjęcia w locie są za to dosyć rzadkie, ale drobne ptaki startują o
wiele za szybko, aby zdać się tylko i wyłącznie na refleks. Jak zatem najlepiej
robić takie zdjęcia? Ustawić aparat na statywie, wycelować w okolice rozsypanej
karmy, ustawić ostrość, trzymać rękę na spuście i obserwować. Jeżeli chociaż
podejrzewamy, że ptak zbliża się do ustalonego wcześniej miejsca strzelamy
serią. Ale tutaj zaczynają się problemy. Drobnica w ruchu, aby nie była
rozmazana musi być złapana na bardzo krótkim czasie migawki – 1/2000s. minimum,
lepiej 1/2500s. Przysłonę, aby zapewnić rozsądną głębię ostrości, trzeba
podkręcić jak tylko się da – ptak przelatuje w między zdjęciami około 2m, „głębia”
to może 20cm. Do tego typu zdjęć trzeba mieć tyle światła, że poważnie
zastanawiam się nad umieszczeniem dwóch dużych halogenów oświetlających
lądowisko.

I tutaj powstaje pewien dylemat.
Sztuczne tło, lampy, zakamuflowany karmnik… czy to dalej fotografia
przyrodnicza? Ja myślę, że póki zwierzęta są dzikie, to tak. Niemniej jednak zapraszam do podzielenia się przemyśleniami na ten temat.
Tak oto w skrócie wyglądają
najkrótsze dni w roku – wybitny fotograficzny dołek.
Pozdrawiam wszystkich i dziękuję kołu
łowieckiemu „Jeleń” w Sycowie za dużo okazji na zdjęcia, dobrą atmosferę i dużo
ciekawych porad odnośnie występowania i zwyczajów lokalnej zwierzyny.
Ps. Dużo zdjęć, ale za to prawie wszystkie nieudane ;)