Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet prosto z Lasu Mira!
piątek, 8 marca 2013
środa, 13 lutego 2013
"Czym skorupka..." dokończenie.
Człowiek albo chory, albo czasu
nie ma albo mu się po prostu nie chce. Nie jest do druga
część „Leć!”, lecz jedynie uzupełnienie części pierwszej. Kontynuowany będzie
wątek jajka, a gniazda zostawię część drugą, bo trochę o tym będzie. Zapraszam.
Jajo jako twór z natury mało
ruchliwy nie ma dużej interakcji z otaczającym środowiskiem, ale wcale nie
znaczy to, że takich nie ma. Oczywiście chodzi mi tu o najbardziej zewnętrzną
jej część, a dokładniej o kolor skorupki. Mnogość barw i wzorów ptasich jaj
jest przytłaczająca. Nie do końca wiadomo też po co i w jakim celu niektóre jaja
są wysoce połyskliwe, a niektóre matowe. Możemy jednak pokusić się, aby zamknąć
wszystkie wzory w trzy kategorie.
Jaja mogą być białe, jednobarwne
lub różnobarwnie nakrapiane. Co ciekawe, tak ogromną ilość kompozycji uzyskuje
się dzięki zaledwie dwóm barwnikom: oocyjaninie i protoporfirynie. Ale aby nie
było ornitologom łatwo, nie jest rzadkością różne umaszczenie u tego samego
gatunku. Nurzyki czy mewy zmieniają nie tylko kolor i wzory plamek, ale i kolor
tła. Zdarza się, że jaja zmieniają zabarwienie w czasie rozwoju. W przypadku
perkoza dwuczubego dochodzi do odbarwiania jaj dzięki stykowi z rozkładającą
się roślinnością. Nie można też ściśle skorelować wzorów i kolorów z
konkretnymi grupami ptaków, gdyż nawet blisko spokrewnione gatunki potrafią
posiadać zupełnie inne umaszczenie.
Ubarwienie jaj ma oczywiście
pomóc w jego ukryciu, zwłaszcza u ptaków składających jaja na ziemi. Jest to
oczywiste jeżeli spojrzymy na ptaki które zabarwienie ochronnego nie mają. Są
to ptaki pozbawione naturalnych wrogów, żyjące w dużych koloniach (gdzie cała
kolonia broni dostępu do jaj) oraz wszelkiego rodzaju dziuplaki.
Jajo oczywiście znajduje się w
gnieździe. I o ile nie było ogromnym kłopotem napisanie wcześniejszych akapitów,
ponieważ jaja są w gruncie rzeczy wszystkie takie same, to tutaj zaczynają się
schody. Jest to oczywiste, jeżeli spojrzymy na ogromną różnorodność ptasich
gniazd. I tym zajmiemy się w drugiej części "Leć!", na którą na pewno nie będziecie czekać długo. Pozdrawiam.
piątek, 25 stycznia 2013
Czym skorupka za młodu nasiąknie...
Pierwszą, przewodnią myślą jeżeli
omawiamy ptaki pod względem rozwoju i anatomii powinno być nie pytanie
„dlaczego?”, ale „jak to pomaga w locie?”. Jak się okazuje, z punktu
mechanicznego ptaki są w każdym minimetrze swojego ciała dostosowane do lotu. A
jeżeli mam zacząć omawianie tej grupy to chyba każdy się zgodzi, że najlepszym
rozpoczęciem będzie omówienie ptasich jaj. Zapraszam zatem do pierwszej części cyklu "Leć!".
W porównaniu do najbliżej
spokrewnionej z nim grupy – gadami – żaden ptak po zniesieniu jaja nie zostawia
go swojemu losowi. Nie jest tu wyjątkiem nawet kukułka, bowiem uprawiając
pasożytnictwo gniazdowe powierza opiekę swojego jaja innym ptakom, często
konkretnym gatunkom. Ptaki są z tego punktu widzenia zwierzętami przełomowymi i może
dlatego tak wydawać by się mogło nam bliskimi. Dodatkowo, po wykluciu niemal
każdy ptak jeszcze przez pewien czas, czasem dosyć długi pomaga swojemu
potomstwu.
Wszystkie ptaki rodzą się z jaj,
bez najmniejszego nawet wyjątku. I jak napisałem na początku, powinniśmy zadać
sobie pytanie „jak to pomaga w locie?”. Odpowiedź jest oczywista: Ptaki nie
mogą sobie pozwolić na żyworodność, bowiem uniemożliwiałoby to lot. Zatem z
punktu widzenia ptaków jest bardzo ważne, aby zarodek rozwijał się poza
organizmem matki tak szybko, jak to tylko możliwe. Jest to tym bardziej
oczywiste jeżeli wspomnimy, że wiele rodzimych jaszczurek i węży które latać
nie potrafią, chociaż też znoszą jajka, to wykluwają się niemal natychmiastowo
po zniesieniu (jajożyworodność).
Skoro wiemy, że ptakom zależy na
szybkim „wydaleniu” jaja, można zadać pytanie ile czasu zajmuje produkcja
jajka. Jak się okazuje, jest to błyskawiczny proces, a im mniejszy ptak tym
szybciej to zachodzi. Małe gatunki ptaków, takie jak sikorki znoszą jajka z
tempem jednego na dobę. Średnie, takie jak gołębie jedno na dwie doby. Największym
zajmuje to trzy lub cztery dni. Ktoś mógłby zarzucić, że tak naprawdę jajko
tworzy się dwa dni bo przecież jajowody są narządem parzystym. ALE… ptaki aby
zmniejszyć balast zawsze posiadają prawy jajowód i jajnik w zaniku. Warto
jeszcze wspomnieć, że im mniejszy ptak, tym większe jajo w stosunku do masy
ciała. Tak np. jajo strzyżyka ma masę 13,5% masy ciała dorosłego ptaka, a dla
strusia to zaledwie 1,7%.
Ale skoro jajka są znoszone w
dosyć znacznych odstępach czasu można zadać sobie pytanie; kiedy właściwie ptak
zaczyna wysiadywać jajka? Tutaj reguły nie ma. Jeżeli zacznie wysiadywać od
razu to dzieci będą miały różną wielkość. Czasami wysiadywanie zaczyna się po
złożeniu wszystkich jaj – tak robią kaczki czy kuraki. Ale większość wybiera
wariant pośredni, to znaczy zaczyna wysiadywanie na krótko przed złożeniem
ostatniego jaja.
Aby jaja mogły się rozwijać,
potrzebne jest im ciepło. Wyjątkowo, niektóre ptaki wykorzystują do tego ciepło
rozkładających się roślin ułożonych w przemyślny kopiec, albo rozgrzany piasek.
Ale skupiając się na ptakach naszych ziem, ciepło dostarczają rodzice.
Zazwyczaj w wysiadywaniu jaj uczestniczy zarówno samic jak i samica,
wymieniając się regularnych (od kilkunastu minut po dobę) odstępach czasu.
Często ogrzewanie jaj następuje bezpośrednio przez skórę, dzięki tak zwanej
„plamie lęgowej”, ale nie jest to regułą. Kaczki takiej plamy nie posiadają,
ale za to wyrasta u nich warstwa puchowa, przeznaczona specjalnie do
wysiadywania.
Poza ciepłem, jaja potrzebują
również… obracania. Kura obraca (nawet nocą) jaja co pół godziny. Podczas
sztucznego wychowu jeżeli nie obraca się jajek, istnieje duża szansa na śmierć
zalążka.
Kiedy zarodek się rozwija,
całkiem oczywistym jest, że następujące procesy życiowe powodują zmiany w
jajku. Następuje produkcja gazu, w szczególności dwutlenku węgla. Oczywiście
jajko jest do tego doskonale przygotowane. Chociaż różnią się gęstością i budową,
to zawsze skorupka jajka usiana jest porami które sprawia, że jajko nie jest
wcale takie szczelne jak by się mogło wydawać. Podczas rozwoju zarodka spada
również masa jajka - wykluty ptak waży mniej więcej dwie trzecie masy świeżego
jaja. A skoro jajko zmniejsza swoją masę przy braku zmiany objętości, zmniejsza
swoją gęstość. Jest to odpowiedź na zagadkę dlaczego świeże jaja toną, a
nieświeże unoszą się na wodzie.
Tutaj przerwę, ale w następnej
części też będzie trochę o jajach. Napiszę tam o tym, co w otoczeniu jaj się
znajduje i jakie ma on interakcje z otoczeniem. Będzie też o tym ważnym
momencie, kiedy to w końcu coś z tego jajka się wykluje. Pozdrawiam.
Ps. Miałem zacząć od łowiectwa,
ale muszę przemyśleć na nowo jak ten temat ugryźć. Bo mało czytelnym jest,
kiedy w co drugim zdaniu używa się pojęć o których można napisać osobny post.
czwartek, 17 stycznia 2013
Koniec lenistwa, czyli noworoczne propozycje.
Do tej pory styczeń minął pod
znakiem… polowań. Do końca sezonu było bardzo mało czasu (15 styczeń), a
należało zredukować populację o dwadzieścia kóz jednocześnie dbając, aby tą
rozpiskę wykonać równomiernie na wszystkich rudlach (stadach). Dodatkowo co niedzielę
odbywały się polowania zbiorowe, ale tylko na dziki których jest tak dużo, że
ceny w skupie są mniejsze niż za wieprzowinę. Nieprzekonanych do łowiectwa
zapewniam, że tak musiało być i taka ilość nie jest duża, zważywszy na łagodną
(poprzednią) zimę i urodzajne z punktu widzenia zwierzyny lato.
![]() |
| Wynik świątecznego polowania. Dużo huku, miła atmosfera i jeden dzik. |
Nie będę się teraz rozpisywał na
temat łowiectwa. Od pewnego czasu chodzi za mną pomysł napisania czegoś w
rodzaju… wytłumaczenia laikowi na czym polega gospodarka łowiecka i dlaczego
jest potrzebna. Taki cykl (bo nie sądzę, aby dało się to zamknąć w jednym
poście) jest konieczny, bowiem jest zaskakującym, jak dużo ludzi którzy mają o
sobie wysokie mniemanie jako „przyrodnicy” ignoruje pewne podstawowe
zagadnienia. Drugim cyklem który chciałbym rozpocząć projekt o wdzięcznej
nazwie roboczej „leć!”, to znaczy opisanie ptaków z trochę szerszej perspektywy.
W końcu są one widziane niemal na każdym kroku, a poza tym, że mają pióra i
prawie wszystkie latają wiemy bardzo mało. Czy te pomysły się wam podobają i który
chcielibyście pierwszy? Oczywiście nie zabraknie standardowych opisów kolejnych
gatunków, chociaż przyznam, że zaczyna się to robić coraz trudniejsze ;)
Jest to ostatni w nieco już
przydługiej serii „post o niczym”. Czas najwyższy wrócić do pewnych schematów.
Pozdrawiam serdecznie.
sobota, 5 stycznia 2013
Nowy rok, stare wyzwania.
Miałem napisać jeszcze przed
nowym rokiem. Nic nie napisałem, ale druga połowa grudnia to czas, w którym nie
sposób cokolwiek obiecywać.
Wczesna zima, jakkolwiek
błotnista i deszczowa, wciąż otwiera drogę do prac leśnych. Ale nie byłoby to co do
słowa prawdziwe stwierdzenie. Tymczasowym celem było bezpośrednie otoczenie
zabudowań. Co prawda porastają je drzewa, ale ten typ zadrzewień nosi osobną
nazwę… sady.
Nie pisałem o tym wcześniej, więc
tłumaczę. Obejście prawie nie styka się z lasem bezpośrednio. Z każdej strony
strefą buforową są sady. Dereniowym, który wydał pierwsze owoce w tym roku.
Leszczynowym, który obecnie doprowadzany jest do stanu używalności, gdyż
strasznie zarósł. Trzecim, dopiero rosnącym jest sad brzoskwiniowy. Dalej klinem
w las wbijają się borówki, truskawki. Nie brakuje orzechów włoskich, jabłoni,
malin, porzeczek. „Zbiory” zawsze były poniżej tego co można by się spodziewać
po innych uprawach o podobnej powierzchni. Sarny po prostu uwielbiają pączki i
liście derenia. Wszelkie miękkie owoce stanowią pokarm dla ptaków. Najgorzej
jest z leszczyną. Rozrosła się poza wszelkie normy, szczelnie odcinając dopływ
światła do ziemi. Przy takim zwarciu nie było niczym nieoczekiwanym, że sad
zaatakowały szkodniki.
Korzystając z nadchodzącej zimy
postaram się odremontować chociaż kilka uli, zasiać trochę gryki i gorczycy.
Pszczoły zawsze się przydadzą. Prace te sam nazywam „miękkimi”, ponieważ nie
mają one ściśle leśnego charakteru, ale uporządkowanie ich z całą pewnością
będzie dla lasu i jego mieszkańców bardzo korzystne.
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Świątecznie pozdrowienia.
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia.

Przed nowym rokiem postaram napisać coś ciekawego, proszę o cierpliwość.
sobota, 8 grudnia 2012
Kłująca czerwień lasu - dzięcioły (cz. II)
Ulubionym
przysmakiem dzięcioła są oczywiście korniki żyjące zaraz pod korą. Ale dietę
uzupełniają chrząszcze, mszyce, gąsienice motyli itd. Jest wyjątkowym
robakożercą. Dlatego jego największym zimowym wrogiem z którym walczy zawzięcie
jest… powieszony przez nas kawałek słoniny.
Nie można pominąć również faktu, że
dzięcioł o ile ma okazję to lubi podebrać innym ptakom pisklęta. Można napisać
nawet, że bardzo lubi cudze dzieci, bowiem z chęcią rozkuwa budki lęgowe –
zabezpiecza się je dodając blaszane okucie wokół otworu wlotowego. Kiedy zima
jest ostra a pokarmu nie ma, zadowoli się owocem lub nasionami drzew - co można
często zobaczyć. Dzięcioł jest bowiem absolutnym mistrzem w wyłuskiwaniu
szyszek. Znajduje albo sam wykonuje tzw. kuźnię. Jest to rowek w który wciska
znalezioną szyszkę, aby mocnym dziobem i lepkim językiem dobrać się do
smacznych nasion.
Najczęściej opisywaną cechą
dzięcioła jest słynna niewrażliwość na mocne uderzenia głową. Pierwszorzędną
rolę w tłumieniu drgań odgrywają mięśnie karku i języka. A język dzięcioła to
bardzo wyspecjalizowany organ. Jest długi, bo zaczynając się od prawego nozdrza
oplata głowę oraz szyję! Czubek języka wygląda jak harpun, aby larwę czy owada
przebić i nie wypuścić. Z kolei te owady które są za małe aby dało się przebić
po prostu przyklejają się do niego – ślina dzięcioła jest bardzo lepka.
Można
przeżyć całe życie i mieć pewność, że ptaki te nie wydają innych dźwięków niż
werblowanie. Jest to nieprawda, bowiem dzięcioły potrafią się odzywać i
robią to bardzo często. W ogromnej większości przypadków najpierw go usłyszymy,
a dopiero potem zobaczymy, pomimo pozornie jaskrawego
upierzenia.
Chociaż
wydawać by się mogło, że ogon dzięcioła nie ma wiele wspólnego z kuciem, to
jednak nawet i on musi być wyspecjalizowany. To właśnie na nim opiera się ptak
uderzając w drzewo, używając go jak krzesła. Dlatego jego sterówki są bardzo
sztywne… i jeszcze bardziej wytarte. Inne jest również ustawienie palców. Każdy
ptak ma trzy palce wysunięte w przód, a jeden w tył. Dzięcioł ma dwa palce do
przodu i dwa palce do tyłu, co daje mu doskonałą przyczepność.
Jak widać dzięcioły to bardzo
wyspecjalizowane ptaki. Powoli zaczynam się zastanawiać, czy jest taki ptak,
który nie ma niczego ciekawego do opisania. Pozdrawiam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















