Nowy aparat, nowa optyka, stroje
maskujące (ciekawostką jest, że do tej pory wszystkie zdjęcia były robione bez
niego), kamuflaże, pół szafy nowoczesnej, fachowej literatury… Jednak ostatnie
trzy tygodnie całkowicie musiały zostać poświęcone na opanowanie roślinności aby
w ogóle myśleć o zdjęciach. Dopiero trzy dni temu zacząłem chodzić na patrole
celem ustalenia pobytu i ścieżek zwierząt. Co prawda takie patrole dają możliwość
zrobienia pewnych ujęć, ale latające czy wpatrzone w obiektyw sarny już tak nie
bawią...
Oczywiście straciłem przez ten
czas wiele okazji na zdjęcia, ale dopiero teraz pola pod naporem kombajnów
zaczynają się „otwierać”. Kto próbował przechodzić przez dojrzały rzepak ten
wie o co chodzi.
Tak rzadkie w lato czyste
nocne niebo (bezchmurne wcale nie znaczy przejrzyste, zwłaszcza w lato!) aż
prosi, aby je sfotografować. Pierwszy test wypadł obiecująco, dając kilka
pomysłów jak wykorzystać to zjawisko dla ciekawszych kompozycji, ale póki nie
spróbuję nie będę zdradzał szczegółów.
Chciałbym zwrócić na coś uwagę
przy okazji tego zdjęcia. Ponieważ większość z nas żyje z dala od miejsc gdzie można
zobaczyć drogę mleczną, zapominamy jak duże wrażenie musiało one wywierać na
naszych przodkach. Bowiem mamy tu potężny dysonans. Chaos dnia codziennego:
nieregularności, mnogość form i nieprzewidywalność (np. pogoda). Z drugiej
strony niebo to: bezwzględne regularności, cykliczność zjawisk i idealne
kształty. To działa na wyobraźnię, zwłaszcza, że ten „doskonały” świat zawsze był
poza naszym zasięgiem.
Pozdrawiam. Już dochodzę do
momentu, gdzie będę mógł aktywniej pisać i fotografować.


















