Miało być co drugi dzień, jest już
trzeci. Po prostu nie miałem wczoraj sił i widok psa z bażantem w pysku jakoś
mnie do pisania zniechęcił.
Bocian dalej stoi. Chociaż już z
gniazda nie zlatuje. Na jego nieszczęście skrzydła ma sprawne, więc nawet gdyby
była okazja, to złapać go byłoby naprawdę ciężko. Gmina, która obiecała
interwencję następnego dnia zadzwoniła z pytaniem: „Czy sprawa jest dalej
aktualna?”. I chociaż dalej jest aktualna, to na moje niefachowe oko nie wiem
czy da się mu pomóc. Drugą nogę zaczyna trawić martwica, a bocian bez obu nóg…
A zmieniając temat… sarny sarny
sarny. Ile można robić zdjęcia sarnom? Podchodzenie i tropienie mam już
opanowane do stopnia zakrawającego o magię. Gdybym miał pozwolenie na odstrzał
każdej, do której podejdę na piętnaście metrów… Liczba pozyskanych w ciągu
jednego dnia kilogramów mięsa byłaby bez wątpienia trzycyfrowa. Dzień, w którym
zostanę myśliwym będzie naprawdę ciekawy. Uspokajając: nie będę pozyskiwał
więcej niż trzeba. Dziczyzna to mięso smaczne, ale na tyle niewdzięczne w
obróbce, że dużo jej nie trzeba. No może poza pierwszym tygodniem, postaram się
o niedorzecznie wysokie pozwolenia na odstrzał (oczywiście w ramach racjonalnej
gospodarki łowieckiej) i zrobię takie derby po lasach, żeby dwadzieścia osób
miało przy czym ucztować przez tydzień. Ale to dalej kwestia lat.
W skrócie: O ile znajdę czas to
trzeba „zapolować” obiektywem na coś poważniejszego. Pozdrawiam.
PS. Zobaczymy ile warte są ludowe
mądrości. Powinna być wczesna zima, bo jak cały sezon było cicho, to od
niedawna myszy zlatują się do budynków gospodarskich tak masowo, że pułapek
brakuje.























