niedziela, 25 maja 2014

Festiwal zmarnowanych szans


                Jeszcze nigdy nie miałem takiego pecha – złe pomiary światła, nagłe załamania pogody czy szalejący autofocus sprawiają, że niemal każde spotkanie z dziką przyrodą kończy się okrutną porażką. Najbardziej żałuję łosia – nie spodziewam się spotkać go ponownie w tym roku.


Norka Amerykańska


                Zapraszam zatem na „festiwal zmarnowanych szans” – bo tak tylko można nazwać dotychczasowe fotografowanie w Szwecji.




                Ponieważ okolice Sztokholmu są dosyć daleko wysunięte na północ, różnica pomiędzy długością dnia i nocy jest o wiele większa niż w Polsce. W zasadzie typowa „ciemna” noc trwa około godziny, a resztę czasu wypełnia szarówka. Jako człowiek z południa, bardzo mi to przeszkadza - totalnie zaburza to cykl dobowy. A będzie jeszcze jaśniej.



                Pozdrawiam.


Ps. Chciałoby się napisać coś bardziej konkretnego, ale czasu mało. Szkoda.

Ps2. A za zmarnowanego łosia, niech będzie piwo z łosiem ;)

niedziela, 11 maja 2014

Perkozie harce.

Człowiek chciałby coś napisać, ale za granicą - bez żadnych danych źródłowych, pisanie wcale mi nie idzie. Na pisanie "z sufitu" nie ma tutaj warunków. I chociaż przez jakiś czas nie zrobiłem ani jednego zdjęcia, to wciąż pozostaje kilka ujęć z poprzedniej, dosyć krótkiej, wyprawy. Zapraszam zatem do pooglądania jednego z ciekawiej wyglądających ptaków - Perkoza Dwuczubego.







Pozdrawiam.

poniedziałek, 5 maja 2014

Obiektywem po Północy.

Oczywiście chodzi o Północ Europy, a nie o porę nocy ;) Jeszcze trochę zdjęć z Irlandii, i powoli wchodzimy do Szwecji - kraju w którym ptaki ludzi prawie w ogóle się nie boją.

Irlandia:








Szwecja:


Następny odcinek będzie poświęcony niemal w całości na Perkozy.
Pozdrawiam.

Ps. Jeszcze lepszej dziczyzny niż łosina nie jadłem. A goszcząc w Szwecji u wujka - myśliwego, łosiny w każdej postaci nie brak.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Sarnowanie.

Zdjęć do obrobienia mam całe gigabajty, a nie mam albo sił, albo czasu. Dlatego rzucam zdjęcia z mojej ulubionej miejsca do "sarnowania" (jeszcze sprzed trzech tygodni) na polu. Pieszo z domu docieram tam w dziesięć minut, a że pole otoczone jest z trzech stron lasem, warunki do zdjęć są trudne, co niestety widać po jakości zdjęć. Zaletą jest to, że sarny wychodzą tam zawsze i przez cały rok.











Pozdrowienia.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Klify Moher


Jeśli będziecie kiedyś w Irlandii, to klify Moher (od nieistniejącego już zamku, a nie od moheru) jedno z miejsc, które po prostu trzeba zobaczyć jeżeli ktoś interesuje się szeroko pojmowaną przyrodą. A widok tam jest po prostu niesamowity. Urwisko o wysokości średnio dwustu metrów, ciągnące się około osiem kilometrów. Pionowa kamienna ściana, a raczej każda na niej półka jest domem łącznie około trzydziestu tysięcy ptaków, reprezentujących dwadzieścia gatunków, w wszystkim dobrze znane maskonury.





Chociaż klify są jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Irlandii, to zaskoczył mnie (jak we wszystkich tego typu miejscach w tym kraju) niemal absolutny brak barierek czy jakiś zabezpieczeń. W połączeniu z częstymi deszczami, zrywającym czapki z głów wiatrem i śliskimi skałami szlak jest wymagający, żeby nie napisać niebezpieczny. Ale siedząc na wystającej skale kilkaset metrów nad przepaścią, i możliwość zrobienia przy tym chociaż kilku zdjęć powoduje, że wszelkie trudy szybko idą w zapomnienie.

Każda z tych białych kropek to ptaki.






Szczęścia nie miałem bo maskonurów nie widziałem, ale zawsze jakieś zdjęcia się porobiło.




 Sylwetki w locie, chociaż proste to zawsze bardzo mi się podobają.


Następna aktualizacja w czasie bliżej nieznanym, bo nie wiem kiedy będę miał ponownie internet. Pozdrawiam.

Ps. Miałem pospisywane nazwy gatunków, ale nie zabrałem tej kartki do Szwecji. Dlatego dzisiejsze zdjęcia ptaków są nieco "anonimowe".

czwartek, 17 kwietnia 2014

Bażanty na cenzurowanym.


Tęskniliście? Ja ruszam dalej w Europę, tym razem do Szwecji. Materiału już wcześniej trochę pozbierałem, tak więc nie będzie na razie problemu ze cotygodniowymi aktualizacjami – o ile będę miał dostęp do internetu.


                A na święta przydałyby się jakieś dobre zdjęcia. I całe szczęście jakiś się znalazły - świąteczne bażanty walczące o kilka metrów kwadratowych nieużytków. Co ciekawe część tych zdjęć została odrzucona przez pewne grupy fotografii przyrodniczej, ponieważ są… brutalne. Widać kraje zachodnie uważają, że dzika przyroda to hippisowski raj, gdzie wszyscy są szczęśliwi, najedzeni i bezpieczni.




                Wesołych świąt.

sobota, 12 kwietnia 2014

Zdjęcia są, a mnie nie ma.

Wiadomość została napisana już tydzień temu i została dodana tutaj „z automatu”, bo obecnie znajduję się w Irlandii i nie mam dostępu do komputera.



                Dam taki mix z fotograficznych wypraw, oczywiście z Polski.



Łabędzie Krzykliwe – łabędź syberyjski, który dopiero od kilku lat jest gatunkiem lęgowym w Polsce.



Pozdrowienia z Irlandii.