W lesie mało jest dni, kiedy nic
się nie dzieje. A że mało ostatnim czasem wychodziłem na zdjęcia, postanowiłem przejść
się nawet kiedy pogoda była wyjątkowo zgniła. I chociaż na żadną przygodę
nastawiony nie byłem, to przygoda znalazła mnie.
Okres przedświąteczny dla
zwierząt jest bardziej niebezpieczny niż zazwyczaj. Wielu ludzi wciąż za punkt
honoru ma, żeby na stole była jakaś dziczyzna. Oczywiście nie jest to w żaden
sposób złe postanowienie, ale wszystko zależy od tego, w jaki sposób tą
dziczyznę się zdobywa. Ceny w skupach dla szarego obywatela są jakie są, dlatego
niektórzy kontynuują czasem wielopokoleniową tradycję kłusownictwa.
Z takim oto przykładem spotkałem
się dzisiaj sam – w potrzask (rzadko już dzisiaj spotykany rodzaj pułapki)
złapała się bogu ducha (no może jakiegoś kurczaka gospodarzowi) winna kuna
domowa. Ponieważ kuna raczej przyjaźnie nastawiona nie była - za to z kompletem
zębów – wróciłem do domu po sztyl od łopaty, aby odbezpieczyć pułapkę. Ponieważ
pośpiech się liczy, wjechałem do lasu samochodem (pamiętajcie, że z reguły jest
to zabronione). Odbezpieczenie poszło sprawnie i kuna (wymowa „Qn”, nie
mylić z „Qń” ;) ) uciekła w sobie znanym kierunku.
![]() |
| Jak mnie nienawidzi... słodkie stworzenie :) |
Potrzask zabrałem do domu,
szlifierką pociąłem na cztery kawałki i wyrzuciłem do różnych śmietników.
Dlaczego? Po pierwsze, gdyby ktoś ją znalazł mógłby skorzystać z niej ponownie
(a była zrobiona bardzo starannie) a gdyby znalazł wszystkie części, to spróbowałby
ją odtworzyć. Po drugie nawet posiadanie takich rzeczy jest przestępstwem, a
nie chce mi się potem tłumaczyć skąd mam takie narzędzia. Po trzecie… nie ufam
sam sobie – co prawda ja nie kłusuje, ale kłusują wioskowe psy i przez głowę
przeleciał mi myśl, że to by się na nie przydało. Widzicie więc, że
pozostawienie tej pułapki w jakimkolwiek stanie używalności byłoby zagrożeniem
dla otoczenia.
Za kłusownictwo można dostać do
pięciu lat więzienia, plus grzywna za skłusowane zwierzę – od czterech do
jednego tysiąca złotych (za kunę jeden tysiąc). Kuna domowa jest gatunkiem
chronionym, w przeciwieństwie do kuny leśnej.
Tak oto zrobiłem zwierzowi
mikołajkowy prezent, a sam stwierdziłem smutny fakt, że w każdym z nas od czasu
do czasu odzywają się demony. Pozdrowienia.
Ps. W lesie ciemno było, więc i
zdjęcie z lampą niestety.
































