niedziela, 28 czerwca 2015

Jeszcze żyję.

Jeszcze parę dni zanim uporządkuję sobie czas, ale nie umarłem (który raz muszę to obwieszczać...).








Pozdrowienia.

środa, 20 maja 2015

Sarni maj II

Miało być na dniach, wyszedł ponad tydzień... ale dla osłody mogę dodać, że już mam zapas zdjęć na dwa następne posty.








Pozdrawiam.

poniedziałek, 11 maja 2015

Sarni maj.


Przedwczoraj zaczął się sezon na kozły (znaczy samce sarny). Dlaczego właśnie teraz?



Kozły posiadają już wykształcone poroże, co pozwala na selekcję osobników. W (aż nadmiernym) uproszczeniu selekcyjne to takie z uwsteczniającym się (ze starości) porożem i te, które są na tyle słabe genetycznie, że nie wykształciły prawidłowego poroża.



Jednocześnie do rui kóz jeszcze daleko (przełom lipca i sierpnia), zatem tworzy się tu naturalny okres, kiedy można zaobserwować, ocenić i wytypować kozły nieprawidłowe z punktu widzenia gospodarki populacją sarny.


Myśliwym życzę poprawnej selekcji. Dla tych, co łowiectwo to tylko „szczelanie” (błąd umyślny): Pamiętajcie, "zabijanie" zwierzyny łownej nie jest dobre, ani nie jest złe - to tylko narzędzie.



Z drugiej strony kozy chodzą już tak brzuchate, że aż sumienie boli, jeżeli ta mnie wykryje i zacznie biec. Kozy wydają bowiem na świat koźlaki w drugiej połowie maja i czerwcu.


Jak widzicie, okres od maja do końca sierpnia to szalenie ciekawy i widowiskowy okres dla saren… o ile będziemy je w stanie wypatrzeć, bo  ich interesie leży, aby w tym czasie nie były wypatrywane przez nikogo.


Pozdrawiam.

Ps. Na dniach dodam następny zestaw zdjęć z rajdów po polach - trochę podobne do siebie, ale przyjemne dla oka.

Ps2. Miało być już w sobotę, ale nie wyrobiłem się.

piątek, 1 maja 2015

Wiosenne łupy fotgraficzne (1/2).


Powoli stawy stają się „nudne”.


Przeloty dano się skończyły. Z powodu lęgów większość ptactwa nie ma w interesie pokazywania się człowiekowi, a ja nie mam zamiaru im w tym przeszkadzać. Dlatego przez kilka następnych plenerów uwagę skieruję na pola.


Zostało mi jeszcze kilka zdjęć znad wody i okolic, a szkoda by było zostawić je na wieczność na dysku twardym.





Pinokio ;)


Spodziewajcie się drugiej części. Pozdrawiam.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Bo fotografia to wyzwanie...


Zawsze z dużą niechęcią daje ujęcia bardzo dobre i wybitne. Bo fotografia przyrodnicza z podchodu (jaką najczęściej uskuteczniam) albo pół-stacjonarna (dwie siatki na plecach, budowa czatowni z czego się da na znaleźć) opiera się w większej części na szczęściu niż klasyczna czatownia. Dlatego nie mogę zakładać, że jakość zdjęć nie spadnie drastycznie – a warto mieć chociaż jednego asa w rękawie.
Cała sztuka polega na tym, żeby tam gdzie się da, losowość wyeliminować.



Skupienie się na ruchomym fotografowaniu i z tego powodu na wysokiej wykrywalności pchnęło mnie w kierunku nauki skradania i prób zrozumienia behawioru, biologii, ekologii (jako działu nauki) i tropienia zwierząt aby wykorzystać każdą ich słabość, oraz przewidzieć każdy ich ruch. Trzeba wiedzieć gdzie szukać, a przede wszystkim ROZUMIEĆ na co się patrzy.


Wielką inspiracją są rozmaite techniki łowieckie z całej Europy (co kraj to obyczaj, wiele bardzo skutecznych i diametralnie różnych). Pokazują one relacje bodziec-reakcja, dzięki czemu lepiej rozumie się, jak funkcjonują zmysły zwierząt. Ogromna większość ludzi zakłada, że jeżeli coś ma oczy, to widzi tak jak my. Kiedy ma uszy, to że słyszy tak jak my. Nic bardziej mylnego. Nie zawaham się powiedzieć, że nawet tak częste zwierze jak sarna żyje w zupełnie innym świecie niż ludzie. Kiedy poznamy „równowagę zmysłów” (to znaczy jak ich zmysły odbierają otoczenie), zaczynamy rozumieć ich zachowanie, łatwiej przewidujemy reakcje, przez co możemy być niewidzialnym na tyle długo (nawet jeśli to kilka sekund), żeby dało się zrobić zdjęcie… albo nie zostać wykrytym w ogóle.


I to chyba lubię bardziej, niż samą fotografię. Każde spotkanie jest inne, wymaga wiedzy, sprawności i szybkiego podejmowania decyzji. Każde spotkanie to wyzwanie, a zdjęcia są tylko potwierdzeniem ich podejmowania.


Pozdrawiam.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Wiosennie.

       Wiosna tak naprawdę dopiero się rozkręca. Zwierzęta które przeżyły zimę mogą już z nadzieją spoglądać na nadchodzące miesiące - pełne traw, owadów, myszy i dżdżownic. Czas na lęgi, gody, kwiaty. Tak… wiosna.






                Święta pozwoliły mi trochę nadrobić zaległości w fotografowaniu. Nie ma tego dużo, ale zawsze coś.





Gęsi  już nie ma – przynajmniej nie w tysiącach. Za to pozostały jeszcze zdjęcia. Powoli trzeba będzie odsuwać się od tematyki wodnej, a dobrych zdjęć zacząć szukać na polach, łąkach i lasach. 



Coś brak weny na napisanie czegoś poważniejszego.


Pozdrawiam.