czwartek, 23 lipca 2015

Co tam w w lesie słychać?


Niedawno zostałem zapytany jak wyglądają sprawy w moim lesie. Dobrym pomysłem zatem będzie napisać kilka słów o rzeczach jakie działy się u mnie ostatnimi czasy.



Na początku zakładałem, że cała modernizacja rancza aby przyjąć jakichkolwiek gości potrwa maksymalnie 2-3 lata. Mija piąty rok, i kto wie ile jeszcze? Jak to mówią: „Jeżeli coś jest warte zrobienia, trzeba to zrobić jak należy.” Co jest najgorsze to fakt, że bardziej niż pieniędzy (chociaż krytycznie ważne i zawsze za mało) to o wiele większym problemem są "roboczogodziny" - po prostu brak rąk do fizycznej pracy. Jak to kabaret Kociuba śpiewał: " I ja waść, i Ty waść, a kto będzie świnie paść?"



Kłosy w polach się chylą, znak zbliżających się żniw. Wydarzenie wiele zmieniające w krajobrazie. A że mój (gęsty i wielopiętrowy) las z trzech storn otaczają pola, jest on dla zwierzyny doskonałą ostoją. Nie jest więc dużym zaskoczeniem, że dwa doskonałej jakości kozły (samce sarny) często się o niego spierają. Oba sfotografowałem i pokazuję. Moim faworytem jest mocny widlak (dwie odnogi na porożu), jego oponentem jest szóstak (trzy odnogi na porożu). Dodam tylko, że ten szóstak jest absolutnie najpiękniejszym jakiego miałem okazję sfotografować  - i jest dla mnie nagrodą samą w sobie, że taki chce zamieszkać w lesie który mam pod swoją opieką.




W tym roku zagospodarowałem też ostatnią „wolną” przestrzeń w gospodarstwie – przerwy między rzędami drzew derenia. Oczywiście ziemia pozostająca kawałek czasu jako nieużytek wymaga odpowiedniego przygotowania. Został wysiany poplon złożony głównie ze: słonecznika, gorczycy, facelii. Poprawia on jakość ziemi, a głównym jego zadaniem jest przygotowanie ziemi na następny rok, kiedy będzie można w tym miejscu stosować klasyczną uprawę.



Poplon daje również wymierne korzyści dla lokalnego środowiska – nad kwiatami przelatują całe ławice różnokolorowych owadów, motyli, pszczół… i polujących na nie ptaków. Dodatkowo słonecznik będzie stanowił bazę żerową dla ptaków podczas jesieni i zimy. Niestety nie da się długo napawać tym widokiem – z gęstego i suchego lasu wylatuje ta mniej lubiana przeze mnie grupa owadów. Mam na myśli te, które chcą zjeść Cię żywcem.



Nie brakowało oczywiście sadzenia następnych drzew, które nie ucierpiały od suszy tak mocno jak się obawiałem – sukces w 70-80%. Problemem dalej pozostaje zgryzanie młodych drzewek przez jeleniowate – straty w jodle wynoszą jak co roku… 90-100%. Jakoś sobie radzą te jodły, ale ciężko patrzeć na dwudziestocentymetrowe drzewka ze świadomością, że mają po 10-15 lat.



Miałem też napisać o pięknej „dyskusji”, w której na każdy argument merytoryczny na temat łowiectwa osoba która pozjadała wszystkim rozumy krzyczała „mordercy”. Ale nie będę drążył tematu bo to klasycznie „kopanie się z koniem”. Całe szczęście nauka i obserwacje, a nie czyjeś widzimisię steruje tą częścią gospodarowania przyrodą.



A tymczasem wracam do pracy w lesie. Końca nie widać...


Pozdrawiam serdecznie.


Ps. Dodawanie postów z samymi zdjęciami bez opisu wciąga okrutnie. Muszę przyznać, że stanowi duże zagrożenie dla jakości bloga.

niedziela, 28 czerwca 2015

Jeszcze żyję.

Jeszcze parę dni zanim uporządkuję sobie czas, ale nie umarłem (który raz muszę to obwieszczać...).








Pozdrowienia.

środa, 20 maja 2015

Sarni maj II

Miało być na dniach, wyszedł ponad tydzień... ale dla osłody mogę dodać, że już mam zapas zdjęć na dwa następne posty.








Pozdrawiam.

poniedziałek, 11 maja 2015

Sarni maj.


Przedwczoraj zaczął się sezon na kozły (znaczy samce sarny). Dlaczego właśnie teraz?



Kozły posiadają już wykształcone poroże, co pozwala na selekcję osobników. W (aż nadmiernym) uproszczeniu selekcyjne to takie z uwsteczniającym się (ze starości) porożem i te, które są na tyle słabe genetycznie, że nie wykształciły prawidłowego poroża.



Jednocześnie do rui kóz jeszcze daleko (przełom lipca i sierpnia), zatem tworzy się tu naturalny okres, kiedy można zaobserwować, ocenić i wytypować kozły nieprawidłowe z punktu widzenia gospodarki populacją sarny.


Myśliwym życzę poprawnej selekcji. Dla tych, co łowiectwo to tylko „szczelanie” (błąd umyślny): Pamiętajcie, "zabijanie" zwierzyny łownej nie jest dobre, ani nie jest złe - to tylko narzędzie.



Z drugiej strony kozy chodzą już tak brzuchate, że aż sumienie boli, jeżeli ta mnie wykryje i zacznie biec. Kozy wydają bowiem na świat koźlaki w drugiej połowie maja i czerwcu.


Jak widzicie, okres od maja do końca sierpnia to szalenie ciekawy i widowiskowy okres dla saren… o ile będziemy je w stanie wypatrzeć, bo  ich interesie leży, aby w tym czasie nie były wypatrywane przez nikogo.


Pozdrawiam.

Ps. Na dniach dodam następny zestaw zdjęć z rajdów po polach - trochę podobne do siebie, ale przyjemne dla oka.

Ps2. Miało być już w sobotę, ale nie wyrobiłem się.

piątek, 1 maja 2015

Wiosenne łupy fotgraficzne (1/2).


Powoli stawy stają się „nudne”.


Przeloty dano się skończyły. Z powodu lęgów większość ptactwa nie ma w interesie pokazywania się człowiekowi, a ja nie mam zamiaru im w tym przeszkadzać. Dlatego przez kilka następnych plenerów uwagę skieruję na pola.


Zostało mi jeszcze kilka zdjęć znad wody i okolic, a szkoda by było zostawić je na wieczność na dysku twardym.





Pinokio ;)


Spodziewajcie się drugiej części. Pozdrawiam.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Bo fotografia to wyzwanie...


Zawsze z dużą niechęcią daje ujęcia bardzo dobre i wybitne. Bo fotografia przyrodnicza z podchodu (jaką najczęściej uskuteczniam) albo pół-stacjonarna (dwie siatki na plecach, budowa czatowni z czego się da na znaleźć) opiera się w większej części na szczęściu niż klasyczna czatownia. Dlatego nie mogę zakładać, że jakość zdjęć nie spadnie drastycznie – a warto mieć chociaż jednego asa w rękawie.
Cała sztuka polega na tym, żeby tam gdzie się da, losowość wyeliminować.



Skupienie się na ruchomym fotografowaniu i z tego powodu na wysokiej wykrywalności pchnęło mnie w kierunku nauki skradania i prób zrozumienia behawioru, biologii, ekologii (jako działu nauki) i tropienia zwierząt aby wykorzystać każdą ich słabość, oraz przewidzieć każdy ich ruch. Trzeba wiedzieć gdzie szukać, a przede wszystkim ROZUMIEĆ na co się patrzy.


Wielką inspiracją są rozmaite techniki łowieckie z całej Europy (co kraj to obyczaj, wiele bardzo skutecznych i diametralnie różnych). Pokazują one relacje bodziec-reakcja, dzięki czemu lepiej rozumie się, jak funkcjonują zmysły zwierząt. Ogromna większość ludzi zakłada, że jeżeli coś ma oczy, to widzi tak jak my. Kiedy ma uszy, to że słyszy tak jak my. Nic bardziej mylnego. Nie zawaham się powiedzieć, że nawet tak częste zwierze jak sarna żyje w zupełnie innym świecie niż ludzie. Kiedy poznamy „równowagę zmysłów” (to znaczy jak ich zmysły odbierają otoczenie), zaczynamy rozumieć ich zachowanie, łatwiej przewidujemy reakcje, przez co możemy być niewidzialnym na tyle długo (nawet jeśli to kilka sekund), żeby dało się zrobić zdjęcie… albo nie zostać wykrytym w ogóle.


I to chyba lubię bardziej, niż samą fotografię. Każde spotkanie jest inne, wymaga wiedzy, sprawności i szybkiego podejmowania decyzji. Każde spotkanie to wyzwanie, a zdjęcia są tylko potwierdzeniem ich podejmowania.


Pozdrawiam.