poniedziałek, 1 lutego 2016

... i po styczniu.


                Pogoda niestety nie rozpieszcza, a styczeń to dla fotograficzny mnie sezon ogórkowy. Całe szczęście nie pada cały czas, przez co można względnie spokojnie pracować w lesie.



Połowa stycznia wyznacza też koniec sezonu łowieckiego. Ma to związek z końcem sezonu na kozy (samice sarny), bowiem właśnie dopiero teraz rozpoczyna się rozwój zarodka. Co nie jest powszechnie znane, sarna przechodzi tzw. ciążę przedłużoną. To znaczy, że w bardzo wczesnym etapie rozwój zarodka jest zatrzymany, aby młode mogły przyjść na świat w terminie innym, niż środek zimy. Ktoś może zapytać: „Jak wczesny etap?” Odpowiadam: Bardzo wczesny. Wymowny jest fakt, że jeszcze nie tak dawno uważano, że letnia ruja jest urojona, a prawdziwa odbywa się zimą – mimo wielu badań i sekcji nie znajdowano mikroskopijnej blastuli.



                Zima, niby jest, ale słaba i bardzo okresowa. Ma to swoje przełożenie na występowanie ptaków – żurawie i gęsi na niebie nie są niczym specjalnym. Pozostaje tylko czekać na przeloty wiosenne – mój ulubiony „ptasi” okres.


                Z wieści karmnikowych: Leśny karmnik jest w ogromnej części zdominowany przez – z czego się cieszę – sikorki czubatki.


                I tak oto ucieka ten nieszczęsny styczeń. Luty będzie o wiele lepszy, ponieważ już teraz przelatujące nad moim lasem gęsi można liczyć w setkach.


                Pozdrawiam.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Zdradliwa wena...

Wiem, wiem - dawno mnie nie było. Odnośnie tego polecam wsłuchać się w tego klasyka. Bardzo dobrze oddaje moją "niemoc".










Ale nie bójcie się - powrócę.

piątek, 6 listopada 2015

Jeszcze nie umarłem...

Trochę zaniedbuję bloga. Ale co zrobić? Czasu mało a zdjęć ciekawych nie za wiele.




Pozdrawiam, niedługo coś napiszę.

poniedziałek, 5 października 2015

Przedjesienny szczyt.


Jak ten czas leci…

                Nie byłem na wielu plenerach chociaż to właśnie wrzesień/październik to zdecydowanie najlepszy okres na „bliskie spotkania”.  Dlatego przynoszę dosyć monotonne zdjęcia – ledwie dwa tematy, ale za to całkiem udane – lis i bielik.



Jesień, już pierwsze przymrozki za nami. Jesień moim zdaniem absolutnie najpiękniejsza pora roku. Każde urodzone w tym roku zwierzę dorosło do względnej samodzielności, a jesień i zima są ostatecznym testem weryfikujących zdolności każdego organizmu. Był czas na rozrost, teraz przyszedł czas na redukcję. Jest w tym trochę prawdziwego, „zielonego” piękna – to właśnie ta bezduszna i okrutna selekcja pozwala na stworzenie tylu niezwykle pięknych stworzeń. Mnogości i złożoności form życia na naszej planecie.



Chciałbym pisać więcej i w bogatszy sposób. Poszukuję inspiracji w opowiadaniach łowieckich, rozmyślaniach o lesie spisanych przez innych. Niestety czas to straszne stworzenie. Przepraszam za to. Chciałbym napisać wam czym jest dla mnie las. I chociaż wielokrotnie to tematu się zabierałem, to za każdym razem wstęp wydawał się być dla mnie… nieodpowiedni – zwłaszcza, że muszę do niego zebrać odpowiednie zdjęcia.


Co roku powraca temat psów kłusujących na polach… smutny to widok. Niestety rozwiązanie tego problemu służy w zasadzie (poza zwierzyną) tylko myśliwym, więc temat jest niemedialny. Aż szkoda pisać.



                Czas… ciągle za mało czasu. Pozdrawiam.

wtorek, 29 września 2015

piątek, 4 września 2015

Małe rzeczy, wielka strata.


                Któregoś dnia uświadomiłem sobie, że przebywając już tyle czasu w dzikiej przyrodzie i szeroko rozumianej wsi przestałem zachwycać się tymi małymi, nieuchwytnymi zdarzeniami które na początku tak mnie zauroczyły. Są to rzeczy, które „mieszczucha” zachwycają, bo nie widział ich nigdy… a dla mnie są może nie codziennością, ale widziałem je już dziesiątki albo setki razy i przez to ich urok nieco przygasł.


                Klangor żurawi budzący o wschodzie słońca. Podejście do sarny na dziesięć metrów. Znalezienie kolejnego śladu żerowania drapieżnika. Gonitwy wiewiórek na drzewie. Droga mleczna widoczna nocą. Podniebne tańce ptaków drapieżnych. Tumany kurzu o zachodzie słońca wzbijane przez maszyny rolnicze. Dokarmianie młodych ptaków przez ich rodziców. Tak można ciągnąć całą ogromną listę...



Nie da się ukryć – bogactwo przyrody rozpuściło mnie i to się mści na zdjęciach. Coraz rzadziej podnoszę aparat to takich ujęć. Nawet nie zrobiłem w tym roku jednego zdjęcia wiewiórki, chociaż od tygodni podkradają mi orzechy parę metrów od drzwi wejściowych. Muszę się za nie zabrać w końcu.


Ale mamy już wrzesień. Po okresie wychowywania młodych, pierzenia i chwili odpoczynku ptaki zabierają się za wędrówki, a młode „nieobyte” jeszcze w świecie stanowią (niewiele, ale jednak) łatwiejszy łup dla obiektywu.


Wędrówki to także zwiększona szansa na spotkanie rzadszych gatunków. Jako zdjęcie dokumentacyjne daje wam rybołowa, ptaka w Polsce o wiele, wiele (około 20 razy licząc pary gniazdowe, jeszcze więcej licząc na sztuki!) rzadszego niż bielik.


Trafiły się też czarne bociany – szczęśliwa siódemka. Wielka szkoda, że warunki były katastrofalne.


Jesień idzie wielkimi krokami. A na koniec moja prywatna sarna złapana na gorącym uczynku - podżerała mi dynie ;)


Pozdrawiam.