środa, 18 stycznia 2012

Latający leśny alarm - Sójka

Sójka zwyczajna - Garrulus glandarius


Sójka należy do rodziny krukowatych. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że są to ptaki szczególne. Obserwując je, ma się wrażenie, że są o wiele bardziej świadome rzeczywistości, niż reszta ptaków. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że potrafią się „oddzielić” od natury, obserwować ją. Nie mówię tu o sprycie, ale już o pewnym poziomie abstrakcyjnego myślenia. Sroki wydają się mi w szczególności tym obdarzone, ale nie ten ptak jest dzisiejszym tematem.




Sójka posiada wiele ciekawych cech. W naszym kraju jest to najbarwniejszy ze wszystkich krukowatych. Łatwy do zidentyfikowania ze względu na charakterystyczne niebieskie pióra. I tutaj trzeba się zatrzymać i wyjaśnić coś bardzo ważnego. Ptaki (wszystkie!) nigdy nie wykształciły niebieskiego i zielonego pigmentu. Zanim ktoś zarzuci mi sianie herezji, wytłumaczę o co chodzi. Niebieski powstaje w wyniku załamywania światła na powierzchni tak naprawdę czarnego lub szarego pióra, pokrytego warstwą specjalnych komórek załamujących światło. Jeżeli zamiast czarnego pióra zastosujemy żółte lub czerwone, to ostatecznie otrzymamy zielony albo fioletowy. Teraz wiecie, że patrząc na ogon pawia, widzicie efekt niezwykle subtelnego pryzmatu. Dodatkowo nie tak dawno odkryto, że gdybyśmy widzieli w zakresie ultrafioletu, to nawet szary i nieciekawy wróbel okazałby się wręcz żywą „symfonią” barw i błysków.



Sójka, jak na krukowatego przystało jadłospis ma bardzo urozmaicony. Można powiedzieć, że jeżeli coś nie jest w stanie się obronić lub uciec, to może stać się jej pokarmem. Oczywiście najmniejszy opór stawiają owoce i nasiona (bardzo lubi żołędzie), ale ślimak, jaja innych ptaków albo i sam ptak też się nadają – a już na pewno gdy trzeba wykarmić młode.




Jak wszystkie krukowate jaja składają raz w roku, drugi tylko i wyłącznie jeżeli stracą pierwszy. Ilość składanych jaj jest mała 5-7 (drugi lęg do 4). W przeciwieństwie do sikorki bogatki sójka inwestuje nie w ilość, lecz w przeżywalność. Trzy tygodnie po wykluciu opuszczają gniazdo. Pisklętami opiekują się oboje rodzice. Po opuszczeniu gniazda dalej są dokarmiane przez około miesiąc, a opieka „werbalna” trwa aż do jesieni.



Komentarz do zdjęcia: Ten po lewej wygląda jak wygląda, bo właśnie skończył się myć. Nic mu nie jest.



Na pewno słyszeliście powiedzenie „Wyprawiać się jak Sójka za morze”. Wynika ona z specyficznego zachowania podczas jesieni – praktycznie bez przerwy szuka i magazynuje nasiona (w szczególności żołędzie), które chowa w sobie znanych miejscach, najczęściej gdzieś w ściółce leśnej albo opuszczonych gniazdach. Po tym całym szaleństwie większość sójek pozostaje jednak tam gdzie była, a tylko niewielka część odlatuje na południowy-zachód. A co z nasionami? Oczywiście zapominają o pewnej części kryjówek, przez co nie z własnej woli rozsiewają drzewa na sporym obszarze. Ma to duże znaczenie dla dębu – tak ciężkich nasion wiatr nie ma szans przenieść. Takie zjawisko nieświadomego rozsiewu drzew przez ptaki nazywa się fachowo ornitochorią i jest dosyć częstym zjawiskiem.




No i jeszcze jedna, akurat dla mnie najważniejsza cecha. Zazwyczaj sójkę usłyszymy zanim zobaczymy. Ten ptak jest wybitny jeżeli chodzi o zdolności wokalne – on nie śpiewa, on się po prostu ordynarnie drze. Słychać ją z daleka i nie da się z niczym pomylić. Dodatkowo działa jak fotokomórka, kiedy coś znajdzie się niedaleko sójki to zawsze (naprawdę zawsze) zaczyna skrzeczeć. To zachowanie jest dobrze znane wszystkim którzy z lasem mają coś wspólnego (zarówno człowiek jak i zwierzęta). I kiedy sójka „okrzyczy” Ciebie, to wiedzą o tobie wszystkie zwierzęta w okolicy, a wtedy lisa czy sarnę nie masz najmniejszych szans podejść na sensowną odległość. Oczywiście działa to w drugą stronę, przez co jesienne wyprawy po zdjęcia często kończą się mniejszym lub większym sukcesem.




Co prawda jesień już za nami, ale całe szczęście sójkę możemy spotkać przy karmnikach. Oczywiście żeby ją tam zobaczyć, sójka musi mieć warunki – w porównaniu do sikorki to jest kawał ptaka, który potrzebuje sporo miejsca na lądowanie. Większość karmników jest po prostu dla sójki za mała.


Ps. Pierwsza w tym sezonie wyprawa po ośnieżonych polach za mną. Pamiętajcie: Kiedy zastanawiasz się czy sięgnąć po lornetkę, by zobaczyć czy ten malutki punkcik gdzieś tam daleko to sarna, to ta sarna już od dawna jest świadoma Twojej obecności. Co więcej, jest już znudzona patrzeniem się na Ciebie ;)


Ps2. To zdjęcie wykonałem w Biologiska Musset w Sztokholmie. Nie ma tam tabliczek z nazwą gatunku (dostaje się kartkę z listą gatunków, rozpoznaje się samodzielnie po opisie „co robi”). Wydaje mi się, że to Sójka Syberyjska (ale nie mam pewności) – widziano ją w Polsce zaledwie kilka razy, zawsze w formie zagubionego turysty.

1 komentarz: